
Są osoby, które uważają, że zbyt krytycznie podchodzę do wszystkich spektakli, dostrzegam niedociągnięcia, które „przeciętne ludzkie oko nie dostrzega”. Pełna zgoda, ale dostrzegam też wiele pozytywnych aspektów każdego spektaklu i sama z nich czerpię wiele inspiracji, przy tworzeniu własnych spektakli. Nie mam w zwyczaju pisać publicznie o tym co złe, ale dziś z racji tego, że w mojej opinii byliśmy na świetnym spektaklu, pozwólcie, że podzielę się moją subiektywną opinią o nim. Jako opiekun szkolnego kółka teatralnego pytając o wrażenia z obejrzanego spektaklu sama proszę o rozwinięcie tego co słyszę „był świetny”, „był nudny”. Z tego oto powodu sama wytłumaczę, co rozumiem pod pojęciem „świetny spektakl”.
Reżyseria
6 marca jako zespół teatralny „Turlicki” braliśmy udział w spektaklu „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”. Cieszy się on dużym zainteresowanie, dlatego czekaliśmy na niego cierpliwie 6 miesięcy, ale wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że warto było.
Spektakl podzielony jest na 2 części, a opowieść snuje się od ogółu do szczegółu. Istotne jest też to, że pomiędzy poszczególnymi częściami, przewidziano przerwę, ze względu na percepcję młodego widza. Żadnej widz nie utrzymałby tak długo utrzymać koncentracji uwagi na wysokim poziomie.
Reżyser Lech Walicki zadbał o prostotę i estetykę na scenie. Niestety na stronie Teatru Groteska, nie znalazłam informacji, kto jest odpowiedzialny za scenariusz. Niemniej jednak jest on zabawny, wciągający. Metafory w nim zawarte ukazują 2 sposoby patrzenia na scenę. Pierwsze, przez młodszą część widowni zostają odczytane wprost, zaś drugie, rozśmieszają dorosłą część widowni, a stanowiąc związki frazeologiczne o innym znaczeniu. Mam tu na myśli chociażby słowa „ i pozamiatane”, czy też rozmowę sąsiadki z panem hydraulikiem. Mały widz, nie zauważy w tych scenach nic niestosownego, duży natomiast dostrzeże humor sytuacyjny. Zastosowane zabiegi zdecydowanie ubarwiają one zawarte w scenariuszu dialogi.
Spektakl zachwyca też swoimi nieoczywistymi rozwiązaniami scenicznymi. Zarówno rekwizyty jak i pojawiające się postacie nie są tu przypadkowe. Zachwycają one prostotą. Przykładem niech będzie tu wykorzystanie mopa do mycia podłogi, czy też miotły po to, by stworzyć postaci zwierząt. Wielkie ukłony za to!
Widoczna jest także zgłębienie przez twórców spektaklu psychologii rozwojowej dzieci w wieku przedszkolnym oraz młodszym wieku szkolnym. Ciekawym w tej kwestii rozwiązaniem teatralnym jest nawiązanie subtelnej relacji aktorów z widzem, poprzez zabawy słowem, gdzie w sposób nieoczywisty i nie wprost, widownia daje się wciągnąć w zabawę słowem i zaplanowane przejęzyczenia słowne. Natomiast w innych momentach, relacja ta jest wprost, kiedy to aktorzy zadają widowni pytania, czekając na ich odpowiedź. Bardzo to ożywia spektakl, ale i młodych widzów także, pobudzając w ten sposób ich koncentrację uwagi.
Gra aktorska
Wielką wartością spektaklu jest gra aktorek i aktorów, jak wyczytałam na stronie Teatruw składzie:Małgorzata Hachlowska, Dominika Guzek, Olga Przeklasa, Krzysztof Grygier, Jakub Popławski, Bartłomiej Olszewski, absolwentów Szkół Teatralnych. Ich opowieść jest niezwykle barwna. Animowanym przez nich skarpetom- pacynkom zarówno na dłoni, jak i na stopach nadają życia i jednocześnie każda stanowi inny byt nadając im niepowtarzalnego charakteru. Każda skarpetka „wchodzi” na scenę z własną intencją. Jest to szczególnie trudnie kiedy w danej scenie aktor animuje dwiema skarpetami na stopach, a każda z nich prowadzona jest w innym rytmie przez co otrzymuje swój niepowtarzalny charakter, przyciągając uwagę widowni. Wymaga to także doskonałej koordynacji . Jednym słowy, każda otrzymuje od aktorki, aktora swoje życie. Chapeau bas!
Na pochwałę zasługuje także sprawność fizyczna samych aktorów. W szczególności w wykonaniu Jakuba Popławskiego. Niczym akrobata cyrkowy zachwyca i rozśmiesza swymi skokami, fikołkami małych widzów.
Scenografia
W prostocie siła. Słowa te mają potwierdzenie i w tym spektaklu. Pralka, linki do prania i kosze na brudną bieliznę stanowią scenografię spektaklu. Jednocześnie jednak potrafią zamienić się w las (brawa dla oświetleniowców), sprawić by w prosty i szybki sposób aktor „założył” inne spodnie. Pralka- główna część scenografii sprawia, że widzimy w niej nie tylko sprzęt AGD, ale i szpital, w którym bada się pacjenta, czy też scenę, na której jedna ze skarpetek śpiewa.
Rekwizyty
Warto też wspomnieć o rekwizytach. Nie tylko o koszulkach, postaciach tworzonych przez mopy i miotły, ale i ożywionej bieliźnie. Mam tu na myśli podkoszulki, kalesony, czy też rajstopy. Niesamowite proste i jednocześnie genialne rozwiązanie reżyserskie sprawia, że dzięki świetnej animacji aktorów, ubrania te na naszych oczach ożywiają.
Rekwizyty, podobnie jak elementy scenografii nie są tu przypadkowe. Koszyk na chleb żebraka, w jednej chwili staje się nakryciem głowy króla.
Kolorytu w poszczególnych scenach dodaje muzyka Jacka Stankiewicza, oddająca charakter każdej ze scen.
Dzięki wszystkim zabiegom całość spektaklu dzięki scenografii, jak i rekwizytom staje się niezwykle plastyczna. Warto wspomnieć tu także o rozmowie skarpetek w koszu, czy też świetnie wkomponowanej w całość scenie z wykorzystaniem teatru cieni.
Charakteryzacja i kostiumy
Estetyczna, plastyczna, prosta i ze smakiem. Przykładem niech będzie chociażby postać żebraka. Swoją prostotą ujmuja także kostiumy aktorek i aktorów, świetnie dobrane do granej postaci, jak i do samej skarpety, którą animują.
Kontarpunkty
Reżyser spektaklu oraz scenarzysta (bądź też scenarzystka, bo tego nie wiem) w wielu momentach zadbali o to, by co jakiś czas podtrzymać uwagę widza. Pisałam o tym już nieco wcześniej. Tym razem zatrzymam się na kontrapunktach. Jednym z nich jest w spektaklu scena z jastrzębiem (o ile nie pomyliłam drapieżcy), który z punkcie kulminacyjnym, trzymając widza w szczytowym punkcie kuliminacyjnym tej sceny nagle „odpuszcza” mówiąc „i pozamatane”. Przyznam, że było to bardzo dobre posunięcie. Innym kontrapunktem jest scena „walki”, podczas której dużo dobrego pod względem dramaturgii robi zmiana rytmu. Kontrapunkty stanowią jeden z ważnych elementów tego spektaklu.
Rytm
Siła spektaklu jest także rytmiczność oraz sama zmiana rytmu w poszczególnych scenach. Mam tu na myśli samą grę aktorską poszczególnych skarpetek, jak i grę samych aktorów. Myślę też o scenie z lekarzem, kiedy to sprawdza on prawidłowe odruchy neurologiczne „małego pacjenta” jednocześnie trzymając widza w napięciu i oczekiwaniu co się wydarzy. Bowiem reakcja na te uderzenia nie przychodzi natychmiast i wprost, lecz po chwili i to w sposób zaskakujący. Bo przecież teatr ma zaskakiwać!
„Turlicki”
Wiele elementów, które powyżej opisałam dostrzegli też moi aktorzy, a tych których nie dostrzegli, zwróciłam im na nie uwagę. Wszystko po to, by byli świadomymi widzami odbioru spektakli teatralnych zarówno teraz, jak i w przyszłości. Sporo rozmawialiśmy o samym spektaklu, jak i całej naszej wycieczce do Krakowa w pociągu, podczas naszej drogi powrotnej.
Ocena
W mojej, subiektywnej ocenie w skali od 1 do 10, spektakl oceniam na 10 punktów. I sądząc po reakcjach widzowni zarówno w trakcie trwania spektaklu, jak i po jego zakończeniu oraz po opiniach moich aktorek i aktorów nie jestem w tej ocenie sama. Chapeau bas Teatr Groteska oraz cały zespół odpowiedzialny za przygotowanie spektaklu!

foto wykonane tuż po spektaklu
