Czasami mi się nie chce…

Planuję próby z tygodniowym, czasem dwutygodniowym wyprzedzeniem. Na 3 tygodnie przed planowaną premierą spotykamy się dość często w soboty po to, by połączyć wszystkie sceny razem w całość. Pierwsze łączenie przebiega w miarę spokojnie, gdyż wszyscy z zaciekawieniem obserwują poszczególne sceny. Jednak zwykle towarzyszy temu twórczy chaos- trwają jeszcze ustalenia Kto? Co? Gdzie? Z kim?

Kolejne wspólne spotkania podczas łączenia scen nie zawsze odbywają się w ciszy. Wynika to z tego, że osoby, które w danej scenie nie występują zaczynają się nudzić, przeszkadzać. Dotyczy to zwłaszcza najmłodszych aktorek i aktorów, którzy często wiszą na drabinkach, skaczą, biegają, chcą się bawić np. w berka. Bardzo to dekoncentruje i rozprasza. Co wtedy robię? Posiłkuję się niekiedy układaniem przez nich koralików. Dość często angażuję do pomocy aktorki i aktorów starszych klas, którzy w danej chwili nie są na scenie. Pomagają mi „ujarzmić” najmłodszych.  Te chwile są dla mnie bardzo męczące.

Zanim jednak łączymy sceny, trwają próby sytuacyjne poszczególnych scen. Przychodzą wtedy na określoną godzinę konkretne osoby. Jest to dla nas wszystkich czas wspólnej twórczej pracy. Bywa i tak, że niekiedy uczniowie mają spadek formy- są zmęczeni po ciężkim dniu, niekiedy są głodni, pogoda nie sprzyja. Robimy wtedy minimum. Wiem, że w te dni, wiele z moich aktorów „nie wycisnę”. I wtedy odpuszczam. Jednak wiem, że kolejnego dnia będzie lepiej. Zmęczenie dopada nie tylko moich aktorów, ale i mnie. W te dni najzwyczajniej w świecie też mi się nie chce.  No cóż…bywa.