
Pamiętam jakby to było wczoraj-pierwszy nasz występ przygotowany z okazji Dnia Babci i Dziadka. I mimo, że oficjalnie nie byliśmy jeszcze kółkiem teatralnym, to niewątpliwie od tego występu wszystko się zaczęło. Każdy przyniósł kostium jaki miał w domu- jaki mama mu uszyła bądź też kupiła czy od kogoś pożyczyła. Tak więc jeśli chodzi o kostiumy- duża była tu zasługa rodziców, zwłaszcza mam. Do przygotowania tego występu wykorzystałam sporo bibuły, bo w głównej mierze to miałam pod dostatkiem. I finalnie niby wszyscy i wszystko tworzyło całość, to jednak każdy wyglądał jakby był z innej bajki. Pomimo to, cieszyło nas wszystkich to co wspólnie razem zrobiliśmy. Tak jest i dziś, choć wiele się zmieniło i to nie tylko w kwestii kostiumów.
Przede wszystkim zmieniło się moje myślenie o szkolnym teatrze. Kiedy stwierdziłam, że nasza przygoda z teatrem nie będzie jednorazowa, było już wiadomo, że muszę zacząć tworzyć nasze teatralne zaplecze. Mam tu na myśli nie tylko kostiumy i elementy scenografii, ale przede wszystkim ludzi. Bo to oni tworzą przede wszystkim zaplecze naszego teatru. W pierwszym wpisie, z serii “Zaplecze teatru” właśnie skupię się na nich, czyli na aktorkach i aktorach mojego szkolnego teatru.
Od zawsze mój każda osoba z mojego zespołu była odpowiedzialna za całość spektaklu. Uczennice/ uczniowie należący do kółka pomagali w gromadzeniu kostiumów, rekwizytów oraz przygotowaniu scenografii. Po wielu latach pracy z moim zespołem wiem, że moje aktorki i moi aktorzy potrafią uruchomić bliższą, jak i dalszą rodzinę, znajomych, czy też sąsiadów by znaleźć przedmiot potrzebny nam na spektakl- drewniany wózek, starą wagę szalkową czy też pierścionek. Anegdotą stało się już „wydarzenie” tuż przed premierą naszego spektaklu „Wiano św. Kingi”, kiedy to jedna z naszych aktorek-Tereska, w tajemnicy przed rodziną „pożyczyła” próbowała pożyczyć nam bardzo cenną pamiątkę- pierścionek po babci.
Dziś uczniowie pomagają także w poszukiwaniu rozwiązań teatralnych, jak i tworzeniu postaci. Tak było w przypadku postaci występującej w spektaklu “Wymarzone święta”. Podczas naszego pierwszego spotkania stolikowego z całym zespołem to moje aktorki i moi aktorzy stworzyli postać dziewczyny- głównej postaci w naszym spektaklu.
Aktorzy „Turlicków” pomagają także w wielu większych i mniejszych czynnościach, m.in.: w przygotowaniu rekwizytów, wiązaniu krawatów, prasowaniu kostiumów, wykonaniu elementów scenografii oraz przygotowaniu sali na nasz występ.


foto: Dorota Michalska, Ewa Kempska
Ponadto wiele się od siebie nawzajem uczymy. Niekiedy to oni sami dostrzegą błędy, których sama nie zauważam. Dzieje się tak dlatego, że podczas naszych wszystkich prób-zarówno tych stolikowych, jak i sytuacyjnych analizujemy każdą scenę dość dokładnie. Wyjaśniam wtedy konkretnym osobom po co mają wykonać dane zadanie sceniczne, z jaką intencją mają wejść na scenę, dlaczego oraz w jaki sposób mają być ustawione poszczególne elementy scenografii… Działania te sprawiają, że mój zespół potrafi tą wiedzę wykorzystać w przygotowywaniu naszych spektakli, podczas oglądania nagrań z naszych premierowych spektakli potrafią ocenić to co było dobrze zagrane aktorsko a co w kolejnych spektaklach należy poprawić. To samo dotyczy rekwizytów oraz scenografii. Ponadto dzięki tej wiedzy potrafią pomóc mi skorygować błędy, których czasem sama nie dostrzegam lub pomóc w wymyślaniu konkretnych rozwiązań teatralnych. Takie ich zaangażowanie, w którym stają się współtwórcami tego co robimy, pozwala im stać się świadomymi widzami kiedy są na widowni w charakterze widzów. Rozmowa po spektaklach z nimi staje się bardziej merytoryczna, niż z wieloma moimi znajomymi, którzy tej wiedzy nie posiadają. Dodatkowo jestem przekonana, że w przyszłości na pytanie „Co podobało ci się w spektaklu/ co nie podobało ci się w spektaklu” nie odpowiedzą „wszystko”, tylko wskażą konkretne jego elementy.
Dziś, nie wyobrażam sobie pracy w pojedynkę- bez pomocy moich aktorek i aktorów. Oczywiście nie są oni jedynymi osobami, które tworzą zaplecze naszego teatru, ale z pewnością są bardzo ważni i niezbędni. Dzięki temu, jeśli piszę lub wypowiadam słowa „ najlepszy zespół na świecie” nie są pustym sloganem, ale mają one autentyczne odzwierciedlenie w tym co dzieje się w kulisach podczas naszych przygotowań spektaklu. Dlatego tak bardzo lubię słyszeć od nich podczas naszych prób „ pani Ewo, coś tu się nie zgadza… to jest bez sensu… to się nie klei”. Wtedy wiem, że to co robię ma sens, nabiera znaczenia a przysłowiowa „nauka nie poszła w las” nabiera znaczenia.
